4 tygodnie biegania do szpitala mamy za sobą. Takiego doświadczenia nikt z nas się nie spodziewał. Najgorsze, że nikt z nas nie wiedział, że stan Babci jest tak zły. Zaufaliśmy lekarzowi, u którego była w lutym na badaniu serca. Dwa tygodnie później przy okazji złamanego żebra wyszło, że z sercem nie jest dobrze. Udało się. Babcia żyje. Od tygodnia jest w domu z nami. Cudnie tak, bo wśród rodziny najlepiej się zdrowieje. Z dnia na dzień jest lepiej. Słaba ciągle, obolała, ale jest z nami. :)
3 tygodnie do rozpoczęcia wakacji. Zmęczenie daje się we znaki wszystkim. Dzisiaj nawet komuś (z uczniów) przegrzały się jakieś przewody i szkołę trzeba było ewakuować. Nie było dane mi tego przeżyć, a o wszystkim dowiedziałam się z telewizji. Wielkie zaskoczenie wymalowało się na mojej twarzy. Trzeba odpoczynku ...
10 czerwca będzie święty spokój, bo do tego czasu wystawimy wszystkie oceny. Potem zostanie masa papierkowej roboty. Po konferencji plenarnej spakuję się w karton(y), oddam klucze i pewien rozdział w życiu zawodowym zamknę. Łezka w oku się kręci, ale... powinnam się cieszyć, że nie zwolniono mnie z powodu braku godzin (a zawsze o to drżałam). W innej kuźni talentów przyjdzie mi na dobre otworzyć kolejny rozdział...
piątek, 29 maja 2009
sobota, 23 maja 2009
sobota, 16 maja 2009
E jak emocje
Kobiece są inne niż męskie. Dlatego od tygodnia żałuję, że jednak nie urodziłam się chłopcem. Moich emocji w ostatnim czasie jest bardzo dużo. Ba! Ich różnorodność jest niebywała.
Najpierw emocje gdy babcia poszła do szpitala. Potem wieść o operacji, a następnie czekanie na jej termin - też inne były za każdym razem. Najtrudniejszy był piątek a nie było to 13. dnia miesiąca... Od chwili przebudzenia aż po samą prawie 22.00, gdy dowiedziałyśmy się jak przebiegła operacja - nawet nie umiem ich nazwać. Pobeczałam się oczywiście przy jej łóżku niecałe 24 godziny po operacji. Hm, one były do przewidzenia, ale myślałam, że dam radę. Minęło 8 dni i z każdą godziną jest lepiej. Ten tydzień był trudny, ale obserwowanie kogoś bliskiego, komu uratowano życie, jak dochodzi powoli do siebie, jest czymś niesamowitym. Na nowo cieszy pierwsze siadanie, pierwszy krok, nie mówię już o spacerach szpitalnym korytarzem. Ależ to intensywny czas! Matko! Człowiek jest mocny gdy życie napisze mu taki scenariusz....
Babcia wraca do formy. To trochę tak, jakby dostała drugie życie. Wczoraj przyszłam do Niej a Ona mi mówi: "Szkoda, że nie było cię nieco wcześniej. Był tu taki fajny, młody lekarz". Uśmiałam się.
Emocji milion, noce przespane choć kiepsko, zmęczenie i radość ... ale w tym wszystkim wyraźniej widać przyjaciół, ludzi dobrych i nieobojętnych. Tylko egoiści pozostali na tym samym miejscu.
W tym tygodniu też wyłożyłam kawę na ławę i powiedziałam moim licealistom, że od września zmieniam pracę. Będzie mi ICH brakować, bo to fajni, młodzi ludzie, z którymi praca to radość.
Czasem życie zaskakuje nas bardziej, niż się spodziewamy.
Najpierw emocje gdy babcia poszła do szpitala. Potem wieść o operacji, a następnie czekanie na jej termin - też inne były za każdym razem. Najtrudniejszy był piątek a nie było to 13. dnia miesiąca... Od chwili przebudzenia aż po samą prawie 22.00, gdy dowiedziałyśmy się jak przebiegła operacja - nawet nie umiem ich nazwać. Pobeczałam się oczywiście przy jej łóżku niecałe 24 godziny po operacji. Hm, one były do przewidzenia, ale myślałam, że dam radę. Minęło 8 dni i z każdą godziną jest lepiej. Ten tydzień był trudny, ale obserwowanie kogoś bliskiego, komu uratowano życie, jak dochodzi powoli do siebie, jest czymś niesamowitym. Na nowo cieszy pierwsze siadanie, pierwszy krok, nie mówię już o spacerach szpitalnym korytarzem. Ależ to intensywny czas! Matko! Człowiek jest mocny gdy życie napisze mu taki scenariusz....
Babcia wraca do formy. To trochę tak, jakby dostała drugie życie. Wczoraj przyszłam do Niej a Ona mi mówi: "Szkoda, że nie było cię nieco wcześniej. Był tu taki fajny, młody lekarz". Uśmiałam się.
Emocji milion, noce przespane choć kiepsko, zmęczenie i radość ... ale w tym wszystkim wyraźniej widać przyjaciół, ludzi dobrych i nieobojętnych. Tylko egoiści pozostali na tym samym miejscu.
W tym tygodniu też wyłożyłam kawę na ławę i powiedziałam moim licealistom, że od września zmieniam pracę. Będzie mi ICH brakować, bo to fajni, młodzi ludzie, z którymi praca to radość.
Czasem życie zaskakuje nas bardziej, niż się spodziewamy.
czwartek, 7 maja 2009
J jak już
Jutro rano operacja. Wstępnie miała być w sobotę, ale lepiej, że jednak jutro... Dzisiaj minął 11 dzień pobytu w szpitalu i tylko raz nie byłam u Niej. Nie wyobrażam sobie nie pojechać, nie opowiedzieć co i jak, bo mniej czy bardziej udolnie, ale chcę podbudować Jej nastrój. W takim czasie powinna wiedzieć, że nie jest sama. No i mimo iż wnucząt ma w sumie 3, to tylko ja do Niej przyjeżdżałam. Dzisiaj młodemu się przypomniało, że może by tak zadzwonić - szkoda, że nie znalazł czasu (albo nie miał potrzeby, bo czas zawsze się znajdzie) by pojechać i pogadać z Nią tak zwyczajnie. Drugi chyba pożera książki bo czas matur, a nie umiem sobie odpowiedzieć na pytanie dlaczego do Niej choć raz nie zajrzał... Szkoda gadać! Choć cicho liczyłam, że to już dorosłe chłopy i nie są egoistami, że zadzwonią i powiedzą "Aga, dziś ja pojadę, ty odpocznij, umyj okna albo zrób coś innego". Zostawię bez komentarza. Swoje myślę, to wystarcza... Mam przyjaciół i czuję Ich wsparcie. Bez zwykłego czasem "jak tam?" czułabym się fatalnie nie miałabym tyle sił.
Mam burzę myśli, ale staram się być spokojna. Wierzę, że jutro będzie dobrze.
Mam burzę myśli, ale staram się być spokojna. Wierzę, że jutro będzie dobrze.
niedziela, 3 maja 2009
C(z) jak czekanie
Zabieg musi być. Bez dwóch zdań. Jeśli nie zrobią zabiegu, to najbliższego zawału nie przeżyje. A kiedy on nastąpi? Za tydzień, za miesiąc, za trzy miesiące? Potem byłyby wyrzuty sumienia, że trzeba było zaryzykować.
Babcia stwierdziła, że przeżyła II wojnę światową to zabieg też przeżyje. Bypassy to nie koniec świata- mamy XXI wiek. Też tak sądzę, emocjom nie ma jednak końca. Wolałabym, by była już po zabiegu, a najlepiej w domu. Na obecną chwilę muszę uzbroić się w cierpliwość i wiarę, że wszystko będzie dobrze.
Jutro zaczynają się matury. Od wtorku siedzę na ustnych i będę wyjątkowo łagodna przy ocenianiu;) Tak naprawdę są w życiu ważniejsze sprawy niż jeden punkt w prawo czy lewo...
Babcia stwierdziła, że przeżyła II wojnę światową to zabieg też przeżyje. Bypassy to nie koniec świata- mamy XXI wiek. Też tak sądzę, emocjom nie ma jednak końca. Wolałabym, by była już po zabiegu, a najlepiej w domu. Na obecną chwilę muszę uzbroić się w cierpliwość i wiarę, że wszystko będzie dobrze.
Jutro zaczynają się matury. Od wtorku siedzę na ustnych i będę wyjątkowo łagodna przy ocenianiu;) Tak naprawdę są w życiu ważniejsze sprawy niż jeden punkt w prawo czy lewo...
