czwartek, 29 stycznia 2009

S jak styczeń

Kończy się ten dziwny miesiąc. I dobrze. Styczeń bywa gorszy od listopada. Hm, mam nadzieję, że jak początek roku jest pod górkę, to koniec będzie z górki. W zeszłym roku też styczeń dał mi w kość. A podobno "nic dwa razy się nie zdarza...".
Nowych sąsiadów mamy. Płacą sporo za wynajęcie i dziwię się, że nie woleli wziąć kredytu i mieszkać na swoim. Jeszcze jedno mieszkanie w bloku jest do wynajęcia i sama jestem ciekawa, kto się na nie połaszczy. Właściciel tych mieszkań zbija na tych ludziach fortunę każdego miesiąca i nie musi pracować. Ustawił się do końca życia. Ma stały, całkiem ładny dochód każdego miesiąca i nie czeka - jak nauczyciele - na kilka % podwyżki, by żyło się lepiej...
Czasem chciałabym cofnąć czas. Nie da się, oj nie!
I nie rozpiszę się więcej dzisiaj, bo na marudzenie mi się zebrało wielkie...

sobota, 24 stycznia 2009

P jak propozycje

Wczoraj pan dyrektor zapytał mnie, czy jestem zainteresowana dalszą pracą u nich. Żadnych konkretów na dzisiaj nie ma, bo one dopiero w kwietniu będą. Zgodziłam się. Czas pokaże, gdzie i ile godzinek dla mnie będzie.
Bank zaproponował mi kartę kredytową. Zwąchali nowe źródło, z którego spływają mi pieniążki co miesiąc i chyba uznali, żem prawie bogata. ;-) Prawie robi wielką różnicę.
Pan X zaproponował mi, że chętnie zostanie ojcem mojego dziecka. To znaczy dawcą spermy będzie. Oczywiście to na wypadek, gdybym nie miała męża, a stawała się "przeterminowana". Ubawiona propozycją nie odmówiłam ostatecznie, choć swoje warunki postawiłam. Wrócimy do dyskusji, obiecał...:P Wolałabym jednak propozycję randki od jakiegoś fajnego faceta, póki co. Tylko, że w tej sprawie u mnie skrajnie bywa - albo spotykam kogoś, kto chce się szybko żenić, albo jakiegoś pana niezdecydowanego, który śmieje się z kobiet czekających na księcia z bajki, a sam każe na siebie czekać jak książę.
Przydałaby się na czas ferii propozycja wypadu na narty. Jako początkująca na stoku, miałabym przecież szansę wpaść w ramiona przypadkowego, miłego faceta ... ;-)
Spokojnie, nie łapię doła z powodu stanu wolnego. GL działa na mnie terapeutycznie, bo tam wiele ciekawych osób, które też szukają, czekają. W grupie raźniej ;-) Pocieszam się tym, że mój ulubiony pan redaktor (szalenie inteligentny, miły facet) też wolny. Widocznie niektórzy tak mają ... ;-)
A ja proponuję coś do poczytania :-) /nie umiem wklejać linków, więc takim amatorskim sposobem/

http://fronda.pl/przemekzyra/blog/dzis_prawdziwych_mezczyzn_juz_nie_ma

czwartek, 22 stycznia 2009

J jak jeden

Jeszcze jeden dzień pracy i czas na odpoczynek. Ależ zleciało. Pomyśleć, że niedawno był wrzesień. (Był.)
Wczoraj mnie licealiści do kina zaprosili. "Madagaskar 2" to taki film, który poprawia nastrój i pozwala poczuć, że ferie tuż, tuż. Miło z ich strony. Może zatem moja wychowawcza klasa szybciej wybierze repertuar i zorganizuje się, by iść na film, skoro poszłam z innymi. ;-)
Dzieciaków mało w szkole - orły wyleciały już na zimowiska, a ci, którzy zostali, dają czadu podwójnie i na dyżurach trzeba mieć oczy...no wiecie ;-) W pracy nr 2 (czyli tej nowej) frekwencja powinna dopisać, dlatego jutro tam z nimi powalczę dzielnie, bo zaległości jeszcze mają i nie ma czasu na pogaduchy. Ogólnie pozytywnie bardzo jest i ładuję akumulatory, gdy z jednej szkoły wchodzę do drugiej. Oby tak było do czerwca.
Podjęłam męską decyzję - kupiłam dzisiaj nowy monitor. Wyprzedaże spore, wybór też a ja nie miałam już cierpliwości (choć miewam ją anielską) do tego poprzedniego. Zakupy trwały 3 minuty. (Ja to jestem zdecydowana , prawda?) Internet też poległ na 2 dni, ale prawie wszystko działa. No, router jeszcze trzeba na nowo ustawić, ale na tym się nie znam... Nie znam się na wszystkim. ;-)
Od ósemki dziąsła mnie "swędzą". To takie dziwne uczucie, które trudno określić. Czuję się jak jakieś maleństwo, które ząbkuje. Warto się pomęczyć, bo gdy już mi wyrośnie ta kolejna ósemka, to będę mądrzejsza. W końcu ... będę. :-)

niedziela, 18 stycznia 2009

N jak niedziela (wieczór)

Sprawdziłam klasówki i wyniki są zadowalające. Nie lubię stawiać ocen niedostatecznych i tym razem jest ich zaledwie kilka - na dwie klasy. Ładnie. Niech robią postępy bo jak nie, to będę musiała wprowadzić "rygor" ;-) A tego nie lubię.
Temat mieszkania i ewentualnego jego zakupu na dzień dzisiejszy - zamknięty. Żadna z ofert nie jest przyszłościowa. Ba! kusząca też nie jest, bynajmniej na tyle by się zadłużyć na ... lat. Pytałam o zdanie niektórych w tym temacie i jedna z męskich opinii była taka: "mieszkanie to kolejny atut dla kobiety, że jest niezależna i „coś” ma oprócz siebie do ofiarowania mężowi". (to dokładny cytat) Zostawię bez komentarza, ale łatwo się domyślić, jak to odebrałam.
Jutro powrót na szkolny poligon. Ostatni tydzień i ... ferie. Gdy zaś myślę o 2 tygodniach wolnego to mam smaka na kawę i ciacho "U Janeczki" w Wiśle....
Faworki prawie zjedzone - pomogli znajomi sąsiedzi z czwartego piętra i rodzinka. Swojskie wino też było w ten ładny styczniowy wieczór i właśnie mi szumi...
Dobranoc i dobrego tygodnia :-)

piątek, 16 stycznia 2009

W jak wychowawca

Jaki powinien być wychowawca klasy? Hm. Statut szkoły zapisał obowiązki wychowawcy, to oczywiste. Niewątpliwie swoje oczekiwania mają rodzice oraz uczniowie. A jakie są realia? Powiem szczerze, że one są zbiorem wspólnym tego, co proponuje statut, rodzic i uczeń. Wczoraj wieczorem przegadałam 15 minut przez telefon z pedagogiem szkolnym . Mam(y) problem z jedną z moich uczennic. Działamy w szkole, robimy wszystko by jej pomóc, ale nie jest to takie proste. Czas jest naszym sprzymierzeńcem. Oby tak dalej, bo trzeba ją "ratować". Nie mam szans na to, by przyjść wieczorem z pracy do domu i nie myśleć o tych sprawach, które wymagają prostowania w szkolnym świecie. Wychowawca zamyka drzwi pokoju nauczycielskiego i wychodzi do domu, ale nie oznacza to, że nie pracuje. To wszystko zostaje w środku nas. Dlatego potrzebujemy ferii zimowych i wolnych weekendów, by odpocząć i nazbierać sił na kolejne miesiące intensywnej pracy. Choć dobrze wiem, że świata nie zbawię. Nie wychowam dzieci za rodziców - mogę tylko wspomóc ten proces, nie przekonam ich by się myły, jeśli w domu kuleje higiena i na nic moje upomnienia, gdy mówią wulgarnym językiem, skoro na co dzień go słyszą. (...) Chciałabym wiedzieć, czy jestem dobrym wychowawcą. (...)
Piątek. Testy czas sprawdzać.
Faworki właśnie "się" zrobiły ręką mojej Mamy. Ma ktoś ochotę? ;-) Zapraszam.

środa, 14 stycznia 2009

wtorek, 13 stycznia 2009

Ch jak chaos

Przyszło potwierdzenie zamówienia biletów do Rzymu. Jeszcze tylko nocleg musimy sobie nagrać. Ach, jak bardzo się cieszę, że znowu tam będę :-)

Komunikacja miejska nawaliła dzisiaj. Na szczęście jechał inny bus, więc zdążyłam bez problemu. Kawę jednak wypiłam zimną, na śniadanie nie było czasu. Świetna młodzież tam jest. Rozwijają skrzydła chętnie, a to cieszy każdego nauczyciela.

Moi zaś po piątkowej zorganizowanej ucieczce siedzą jak myszy pod miotłą. Poważnie wczoraj pogadaliśmy, złapałam ich na kłamstwie, potraktowałam jak dzieci (skoro tak się zachowali), powiedziałam co ja czuję w takiej sytuacji a nawet stwierdziłam, że w razie czego - podam się do dymisji ;-) Jutro mam ponoć 2 okienka i podzwonię do niektórych rodziców, bo trzeba. /mistrzyni długich zdań się we mnie budzi/

Zakręciłam się nieco bo opanowanie teraz sześciu klas wymaga ode mnie pewnej wprawy. Moi kończą renesans, tamci średniowiecze. Wprawiam się /powiedziałam jak szyba do okna/. Aczkolwiek dzisiaj podpisując się w dzienniku obok frekwencji napisałam "Antygona" - bo przerabiamy ;-)

Zapisałam się do dentystki, bo ósemka działa mi na nerwy. Do zrobienia na moje oko są 3 ząbki i pani w rejestracji mi mówi: "Och, spokojnie za jednym razem to robimy". Poinformowałam ją, że spocę się ze strachu na tym fotelu, no chyba, że M. (dentystka i moja psiapsióła jednocześnie) nieźle mnie zagada i te 1.5h zleci jakoś. Na ósemkę mam ketonal - magiczna niebieska pigułka działająca cuda. Wszystkie niebieskie takie są?

Poza tym trzeba przeżyć do końca tego tygodnia. Jutro długo w szkole posiedzę, w czwartek raczej też, ale perspektywa piątku milsza zdaje się być.

Aaaaa, moje włosy w kolorze ciemnego rubinu zaakceptowane. Mnie się też się już podobają.

W ostatnim czasie źle sypiam. Wybudzam się, nie mogę zasnąć mimo zmęczenia. Oby to było chwilowe.

niedziela, 11 stycznia 2009

F jak "feeling good"

Odłożyłam sprawdzanie czegokolwiek na jutro, może nawet później.
Niedziela dla mnie.
Słucham płyty "Woman to woman". Składanka boska. Miodzio.
Zimowy wieczór, blask świec, ciepła herbata lub półsłodkie (czerwone, białe - czy to istotne w taki wieczór?).
Taki czas, by się zamyśleć, uciec we wspomnienia, może rozmarzyć...
Feeling good...

D jak dystans

Ktoś się oburzył i poczuł źle bo z blogami podjęłam taką a nie inną decyzję. Nie zapytano mnie "dlaczego" ktoś jest w linkach a inny nie, ale zaraz wyciągnięto pochopne wnioski i oceniono, żem złośliwa. Hm. Nie lubię jak ktoś za mnie myśli, jak ktoś wg siebie wyciąga wnioski, którym do mnie daleko. Ja jestem JA i lepiej mnie zapytać najpierw. Emocje nieźle potrafią namieszać. Nie moja jednak wina, że ktoś odebrał coś nie tak jak powinien i się wkurzył.
Dystans jest strategią obronną...

Moi uciekli w piątek z ostatniej lekcji. Wszyscy. Wychowywać ich mam i jakoś muszę "ukarać". Może się obrażę i strzelę im focha? ;-)

Mam kupiony bilet lotniczy i pod koniec lipca lecę z Psiapsiółką do Rzymu. Na wakacje ;-) Aż miło jutro iść do pracy :D I to jest wiadomość tego miesiąca, póki co...

wtorek, 6 stycznia 2009

P jak postanowienia

Rok 2009 powitał prawdziwą zimą. No to się popisał. Ale wiadomo, że mróz zdrowszy niż błoto, kałuże na ulicach i dodatnia temperatura. A ja zrobiłam sobie postanowienie, by dbać o zdrówko, bo szkoda czasu na L-4 a i mój boski doktor wyjechał... Nie ma mnie kto leczyć. Właściwie to ja nie chcę się u nikogo innego leczyć.
Oprócz dbania o zdrowie, czas też zrzucić kilogramy - te zbędne. Dlatego w tygodniu żadnych ciastek, pączków, zero czekolady. Aaaaaa w weekendy? ;-) Owszem, zjem kostkę czekolady, by zadbać o ilość magnezu w organizmie. Postanowienia są ale bez ascezy.
Więcej tych postanowień zrobiłam jednak nie chciałabym zapeszać. No wiecie... ;-)
3majcie się ciepło przy tych -13.

niedziela, 4 stycznia 2009

W jak wypłata

Na koncie jest wypłata i to oznacza, że chodzę do pracy. Tak, jutro czas wrócić na szkolny poligon. A nawet na dwa. Gdybym chciała narzekać na rok 2008 to można by na mnie nakrzyczeć. W grudniu zaczęłam drugą pracę, to znaczy w jeszcze jednej szkole. Pół etatu mogłam wziąć, bo nie dałabym rady więcej. Taka niespodzianka - zadzwonili po mnie, zapytali a ja bez chwili wahania powiedziałam "tak". Wróciłam tym sposobem na swoje stare śmieci, bo to to ogólniak, który kończyłam, potem miałam tam praktykę ... Jestem maxymalnie zmotywowana do pracy w tym przypadku. Jutro zacznie się prawdziwy pierwszy tydzień pracy w tych dwóch kuźniach talentów ;-) - bez żadnych taryf ulgowych w postaci skrócone lekcje, wigilie klasowe. Dlaczego o tym piszę? Przecież to banalne. Niby tak. Mam jednak pewne małe obawy czy dam radę. Hm, no jak znam siebie to dam, bo ja rzetelna jestem (dlatego mnie zaprosili do współpracy)... Fizycznie jednak trochę mnie to szarpnie, bo 3 razy w tygodniu trzeba będzie biegać z jednej pracy do drugiej, łapiąc autobus po drodze. Pocieszam się, że wizyty w klubie fitness mam w cenie biletu i zrzucę świąteczne słodycze bez biegania z ciężarkami.
No to ... do pracy !! :-)

sobota, 3 stycznia 2009

P jak początek

Początki zawsze są trudne? Nie. Początek to jakaś nadzieja.
Trzeci dzień 2009 roku jest dobry (??) by wrócić do blogowania, aczkolwiek pod innym adresem. Tam zamknęłam drzwi, tak metaforycznie i dosłownie.
Witam... :-)