piątek, 17 lipca 2009

L jak lekcja

"Pani babcia potrzebuje czasu by wrócić do pełni sił. Powiedzmy sobie szczerze - ona przez jakiś czas podczas zabiegu nie żyła. Potem przywrócono ją do życia".
Słowa lekarki mnie nie zaskoczyły, ale w dniu operacji nie było łatwo tak myśleć. Jak można "chwilę nie żyć"? Widać można, a potem tak zwyczajnie, powoli odradzać się na nowo.

Środowe spotkanie z M. potwierdziło to, co wywnioskowałam w ostatnim czasie. Życie jest bardzo kruche i nie można w 100% powiedzieć co kupię i komu na najbliższe Boże Narodzenie...

Zmarł prof. Kołakowski. Ze smutkiem należy stwierdzić, że coraz więcej wybitnych, mądrych postaci świata (tego) odchodzi na zawsze. Niczego więcej nas już osobiście nie nauczą. Teraz sami musimy odrobić zaległe lekcje z ludzkości, historii, po prostu z życia. Nie będzie to łatwe bez mistrza.
"Mini wykłady o maxi sprawach" prof. Kołakowskiego to kopalnia cennych cytatów. Oto kilka z nich:

"[...] dobrze jest wiedzieć, że kłamstwo często szkodzi innym, ale jeszcze częściej szkodzi kłamcy, bo go wewnętrznie pustoszy".

"Przyjaźń prawdziwa tym się odznacza, że trwa prawie nieporuszona przez czas; ileż to razy zdarzało się nam w naszym wieku nomadycznym zobaczyć przyjaciela po wielu latach niewidzenia i natychmiast przyjaźń i porozumienie wracają, jakby tych lat nie było, jakby przyjaźń na czas była odporna!"

"Prawie cała literatura, prawie cała poezja, prawie cała sztuka wyrosły z ludzkiego bólu; w niebie chyba sztuki nie ma".

"[...] wolno ryzykować przypuszczenie, że słuchanie sumienia jest w sumie bezpieczniejsze i że ono mniej nas może oszukiwać aniżeli zasady moralne, które przecież niemal zawsze potrafimy na naszą korzyść przekręcić".

Czy z wykładów prof. Kołakowskiego dostalibyśmy zaliczenie?

sobota, 11 lipca 2009

K jak krótko



Lato w pełni, choć pogoda na to nie wskazuje.
Mamy wakacje, ale czuję zmęczenie tym kończącym się tygodniem. Apteka, karetka, lekarz, recepta, leki, gotowanie, pranie, sprzątanie - w tych wyrazach zamykam te 6 dni. W poniedziałek jeno było zaległe, bardzo zaległe, spotkanie u O. i jej małej córeczki, a wieczorem wypad z A. - takie nieco sentymentalne spotkanie, bo od września nie zobaczymy się przecież w pracy. Wywiało nas razem, w pewnym sensie. Myślę trochę o tym wszystkim, staram się zebrać w całość. Tylu ludzi już zmieniło miejsce, bo taka kolej rzeczy. Ale ja nie chcę - jak oni - zniknąć zupełnie. A. miała rację mówiąc, że dopiero wtedy, gdy drogi ludzi się rozchodzą, widać jak bardzo byli zżyci ze sobą. Niektórzy odchodzą i nie ma po nich śladu, zero odzewu, jakby nigdy z nami nie pracowali. Ja sobie tego tak nie wyobrażam. 5 lat pracy z tą ekipą to była czysta przyjemność i nie jest to rozdział, który należy zamykać.
Stos rzeczy do prasowania czeka. Książka też czeka. Nie wiem co mam wybrać, zatem chyba najpierw pójdę na spacer ( a po pewnej pouczającej rozmowie już wiem dlaczego spacerować mi przyszło w życiu w pojedynkę, to idę).