wtorek, 3 lipca 2012
E jak Espana
Hiszpanie wygrali EURO. Na dłuższą metę nie jest to wiadomość, od której zależy moje życie. Przywołało to jednak wspomnienia. Ł. zawsze kibicował Hiszpanom. Taki fan na śmierć i życie z niego był. Dobry kumpel - zawsze tak o Nim myślałam. Tak tez było. W pracy często były to zwykłe pogaduchy o sprawach bieżących, ale GG w swoim archiwum zachowało godziny ważnych dyskusji o życiu. Tematy Polaków późną nocą, po kilku kieliszkach wina. Stawianie siebie do pionu, czasem porządny opiernicz, łapanie dystansu - łatwiej we dwójkę. Ślubu z tego by nie było, bo za dużo nas dzieliło, ale te rozmowy mogły trwać do dzisiaj. Mogły. Kolega postanowił znajomość definitywnie zerwać, bo w ważnej dla Niego życiowej sprawie nie zgadzałam się z decyzjami, jakie podjął. Wiedział, bo znał mnie na tyle, jaka będzie moja opinia. Nagadał mi i uciekł. Zniknął. Spalił mosty raz na zawsze. Co czułam? Co czuję? Rozczarowanie, że tak można. Jednak z ludźmi tak jest, że nie są przewidywalni, że czasem obraz jaki stworzyliśmy sobie o nich jest albo namalowany w niewłaściwych barwach, albo niezbyt ostry w kształtach.
Jak to zawsze zwykłam mówić: lekcja, która mi się przydała. Z hiszpańskimi przystojniakami w tle.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz