czwartek, 5 lipca 2012
Uffffff
Upał nieznośny. Asfalt się topi, nie ma czym oddychać, nawet gdy listki na drzewach delikatnie się ruszają. Jakiś obłęd czuje się w powietrzu. Lato w pełni. Takie duszne, trochę jak z opowiadań Schulza.
Trudno mi zaplanować wakacje, wiele nieprecyzyjnych wiadomości albo ich zupełny brak powodują, że rozkładam bezradnie ręce. Z Matki zeszło dziś powietrze. Zbierało się jak w czasie burzy. Dziś poleciało gradem. Nie kłócimy się często, sporadycznie tak. Dziś chyba musiała wszystko z siebie wyrzucić, cały ten żal, który dusi Ją od środka. Mam nadzieję, że Jej pomogło. Nie usłyszałam niczego, co mogłoby mnie zaskoczyć. WIem, że przeżywa ten trudny czas po swojemu, stąd to nadciśnienie. Cudów nie będzie, bo ludzie niemal codziennie tracą pracę, w takich czasach przyszło nam "żyć". Szukanie więc tejże przypomina los Syzyfa. NIe mam pomysłu. Czuję bezradność. Czuję też złość. Weryfikuje się lista przyjaciół. WIerzę, że wszystko ma swój czas i sens. Oby tej wiary mi nie zabrakło.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz